Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 3 Ilość ocen: 6

Przyjaciółki

Spotkały się dwie przyjaciółki:
- Podobno wyszłaś za mąż?
- Tak i nie żałuję tego kroku
- Ja nie wyszłam za mąż, ale też kroku nie żałuję...

Przyjaciółki
  • Obecnie 3 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,2/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Sezon

No i zaczęliśmy,
Sezon na szczupaka,
Kto żyw za kij chwyta,
Heja na biedaka,

więcej...

Sezon
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (6)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Felietony/Wszystkich nas POSADZĄ! 

Wszystkich nas POSADZĄ!

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 3769 
Komentarzy: 2 
ID: 13172 
Węzeł: 10001 

Ryba jest zwierzęciem. I to nie byle jakim, bo żyjącym dziko. To fakt, któremu nikt - będąc przy zdrowych zmysłach - zaprzeczał nie będzie. A szkoda. Jeśli bowiem uznamy zwierzęcość i dzikość ryby, musimy mieć świadomość tego, iż jesteśmy przestępcami. Tak przynajmniej wynika z ustawy o ochronie zwierząt.

Ustawa - w której zresztą słowo ryba nie pada ani razu - mówi bowiem wyraźnie: każde zwierzę wymaga humanitarnego traktowania, a nieuzasadnione lub niehumanitarne zabijanie zwierząt oraz znęcanie się nad nimi jest zabronione. A czym innym, jak nie codziennym łamaniem przepisów jest nasze hobby, polegające na wyciąganiu ryby z jej środowiska naturalnego za pomocą ostrego przedmiotu i następnie mordowaniu jej (bądź nie) bez żadnego uzasadnienia?

Przepisy stanowią ponadto, iż zwierzęta wolno żyjące stanowią dobro ogólnonarodowe i powinny mieć zapewnione warunki rozwoju oraz swobodnego bytu. My zaś nie dajemy się rybie swobodnie rozwijać. Czas na rzeczony rozwój ma ona tylko do pierwszego tarła. Potem - do wora i na patelnię, chyba, że ktoś jest zwolennikiem zasady no kill. Taki wprawdzie nie morduje, ale...

Jak przekonamy się później, jest identycznym bandziorem, jak wielbiciel rybiego mięsa.

BANDYTYZM NATURALNY
Największymi przestępcami wydają się być miłośnicy żywcówki. Pierwsze wykroczenie popełniają, zanim jeszcze ich nieszczęsna ofiara znajdzie się na haku tortur. Transportują bowiem rybki w sadzu, który to sadz jest z przepisami całkowicie sprzeczny. Z reguły bywa naczynkiem bardzo małym, co naraża jego właściciela na zarzut rażącego zaniedbania w stosunku do przetrzymywanych tam zwierząt. Nie dość bowiem, że przechowuje je w nadmiernej ciasnocie, to na dokładkę jeszcze w niewłaściwym pomieszczeniu. Dlaczego niewłaściwym? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy kilka rozdziałów dalej. Dlatego otóż, że środki transportu zwierząt powinny spełniać warunki utrzymania odpowiedniej temperatury, wentylacji, przestrzeni oraz naturalnej pozycji... Wprawdzie większość sadzy posiada dziurki, które od biedy mogą zostać uznane za wentylacyjne, nie znam jednak nikogo, kto wkładałby do środka akwariową grzałkę.

Kolejne solidne przestępstwo popełnia nasz żywczarz, gdy dotrze już na łowisko. Wyciąga on bowiem rybkę z sadza i nadziewa na haczyk, czyli zabija zwierzę ze szczególnym okrucieństwem, przedsiębiorąc działania charakteryzujące się drastycznością form i metod zadawania śmierci. Co gorsza, ową śmierć zadaje w sposób wyszukany, powolny, obliczony z premedytacją na zwiększenie cierpień i czasu ich trwania...

Nie lepsi wcale są spławikowcy, zwolennicy drgającej szczytówki czy inni fani przynęt naturalnych. Wyobraźmy sobie, co czuje robaczek, bestialsko nadziewany na hak tak, by żył długo i cierpiał, a wijąc się z tego cierpienia kusił dla nas ryby...

KAŻDY Z NAS JEST BANDYTĄ
Znęcanie się nad biedną rybką czy robaczkiem przynosi w końcu efekt - giną one w pysku ryby większej, która przy okazji sama staje się ofiarą przestępstwa. Tak się bowiem składa, że po braniu następuje zacięcie. Haczyk, uprzednio przewleczony przez pyszczek czy grzbiet żywczyka, zostaje teraz wbity na przykład w szczupaczą paszczę. Tymczasem ustawa zabrania umyślnego ranienia lub kaleczenia zwierzęcia, jeśli nie stanowi to dozwolonego prawem zabiegu lub doświadczenia na owym zwierzęciu. Ponadto przepisy te zakazują używania pęt, stelaży, więzów oraz innych urządzeń zmuszających zwierzę do przebywania w nienaturalnej pozycji, powodujących zbędny ból, uszkodzenia ciała albo śmierć. Czytając ten opis, każdy wędkarz powinien mieć przed oczami żyłkę z haczykiem... Holowana na haku rybka znajduje się w pozycji niewłaściwej swojemu gatunkowi, przeżywa mnóstwo niepotrzebnego bólu i z reguły potem nie przeżywa wcale, ginąc jako potrawa kulinarna.

W ten sposób doszliśmy do kryminogenności wędkarstwa jako takiego, zacinają bowiem nie tylko żywczarze, odsądzani od czci i wiary przez zwolenników "no kill". To przestępstwo wspólne nam wszystkim i nie jedyne z tych, które popełniamy nad wodą. Przy okazji - etyczni sportsmeni także nie wypadają w świetle ustawy najlepiej. Zmuszają oni bowiem rybę - w celach sportowych i rozrywkowych! - do czynności mogących spowodować ból, na przykład szamotania się na haku bezzadziorowym, wbitym głęboko w pyszczek. Bandytami są również dumni spinningiści, noszący swoje głowy "wyżej pospolitego gumofilca" - jak brać owa zwykła nazywać wielbicieli ciężkiej gruntówki. Oni z kolei - za pomocą swych sztucznych przynęt - złośliwie drażnią zwierzęta, a kiedy taka zirytowana ryba połaszczy się na wabik, biją ją przedmiotem twardym i ostrym, zaopatrzonym w urządzenie obliczone na sprawianie specjalnego cierpienia, czyli po prostu osęką.

TRUDNA SZTUKA ZABIJANIA
Wędkarskie kłopoty nie kończą się z chwilą złapania ryby. One dopiero się zaczynają, zwłaszcza dla zwolenników rybiego mięsa. Trudno bowiem rozkoszować się smakiem żywej ryby, zaś jej zabicie nie jest takie proste, jakby się to mogło wydawać na pierwszy rzut oka.

Uśmiercaniu poświęcono w ustawie osobny rozdział. Dowiadujemy się z niego, iż może być (ono) uzasadnione wyłącznie: potrzebą gospodarczą, względami humanitarnymi, koniecznością sanitarną, potrzebami nauki oraz nadmierną agresywnością, powodującą bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia lub życia ludzkiego. O mordowaniu dla przyjemności nie ma, niestety, ani słowa... Przepis ten dałoby się wprawdzie obejść, wpuszczając do naszych wód piranie - rybki agresywne i rzetelnie groźne - ale nawet to nie pozwoli nam po prostu dać rybie w łeb. Zwierzątko musi być jeszcze przebadane przez lekarza weterynarii, który orzeknie o potrzebie skrócenia mu życia.

I tu maleńka dygresja. Czytając ustawę można odnieść wrażenie, że jej twórcy w ogóle nie brali pod uwagę ryb, a fakt, iż stworzenia te są zwierzętami, zwyczajnie nie przyszedł im do głowy. Nic bardziej mylnego. Wprawdzie zaszczytu wymienienia "z imienia" dostąpiły tylko koty, psy i konie, autorzy, pisząc w pewnym momencie o kręgowcach myśleli także i o podmiotach (przedmiotach?) naszego hobby. W punkcie, mówiącym o bezzwłocznym uśmierceniu zwierzęcia w celu skrócenia jego cierpień wśród instytucji władnych do podjęcia takiej decyzji pojawia się (po raz pierwszy i ostatni) strażnik Państwowej Straży Rybackiej. Na marginesie, trudno ustalić, czy ryba stanowi naszego hobby podmiot czy przedmiot - z bardzo prozaicznej przyczyny. Wprawdzie jest ona zwierzęciem i jako taka - według rzeczonej ustawy - nie jest rzeczą, ale w sprawach nie uregulowanych w ustawie zaleca się zastosować w odniesieniu do zwierząt przepisy dotyczące rzeczy właśnie...

KŁOPOTY Z NIEBOSZCZYKIEM
Wracajmy jednak do tematu, czyli łamania prawa za pomocą wędkarstwa. Raz na jakiś czas do każdego uśmiecha się szczęście i wyciągamy z wody okaz. Wielką, piękną, medalową rybę, którą chwalić się będziemy po wsze czasy rodzinie i znajomym. A jako że wędkarze to uznani kłamcy (wiadomo, że nic tak nie rośnie z biegiem lat jak martwa ryba) niektórzy z nas, by dysponować dowodem na prawdziwość opowieści, a przy okazji mieć miłą dla duszy pamiątkę - złapane stworzenie preparują.

Robią straszliwy błąd.

Ustawa zabrania wchodzenia w posiadanie zwierząt wolno żyjących (dzikich) - a takim przecież jest ryba - w celu preparowania ich zwłok - bez zezwolenia ministerstwa ochrony środowiska. Słowem, żegnajcie szczupacze łby, eksponowane na ścianach przez dumnych łowców... Stanowicie dowód przestępstwa, a tylko szaleniec ozdabiałby mieszkanie świadectwem własnej winy.

I w tym miejscu można by właściwie zakończyć te rozważania, gdyby nie smutny fakt, że w Polsce jakiś czas temu zlikwidowano analfabetyzm. Kupić można wędkarskie gazety, poradniki, książki. Osobnicy, którzy owe dzieła tworzą, z reguły sami są wędkarzami, co już zalicza ich w krąg przestępców, ponieważ jednak większość literatury zawiera rady odnośnie skutecznego łowienia ryb - stają się bandytami podwójnie, a nawet potrójnie. Karalne jest bowiem nie tylko podżeganie, czyli namawianie do czynu, ale i - jak ładnie ujęli to autorzy ustawy - pomocnictwo, a za takie można uznać dawanie wskazówek. To ostatnie powinni wziąć także pod uwagę ci wszyscy, którzy fortunnym łowcom śpieszą na pomoc z podbierakiem...

MAŁGORZATA JURCZYSZYN

--------------------------------------------------------------------------------

Jestem za, a nawet przeciw...
Te słynne słowa równie słynnego wędkarza natychmiast przyszły mi do głowy po lekturze przewrotnego tekstu Małgosi. Groteska, tudzież stosowane w dziennikarskiej analizie zwyczajne przerysowanie, stanowi jeden z socjotechnicznych zabiegów w naszej profesji. Często, niestety, staje się nośnikiem bardzo smutnych informacji i jeszcze smutniejszych refleksji...

Ustawa o ochronie zwierząt bowiem bardzo dobitnie przekonuje nas o wypuszczaniu przez nasz parlament prawnych (legislacyjnych) półproduktów. Są to akty przygotowywane przez hobbystów, przez miłośników - na przykład psów, koni oraz kotów i nie korygowane potem przez prawników, kórzy powinni zwrócić parlamentarzystom uwagę na obecność i obowiązywanie innych aktów prawnych czyniących przedmiot handlu lub przyjemności z innych kręgowców. Od przyjemności łowieckiej zaczynając, na kulinarnej kończąc. Nikt wrażliwy nie może zaprzeczyć, że ustawie przyświecały szlachetne pobudki. O losie maltretowanych przez sadystów psów i kotów słyszało się co kilka dni. Skopany na śmierć przez żołnierzy jamnik, zakatowany kijem pies, zakopany żywcem pod płotem, podpalony kot, powieszony kocur, ciężarna kotka, której dzieciaki zrobiły cesarskie cięcie na dwa tygodnie przed terminem rozwiązania - to wszystko przekonuje, że sprawą ochrony zwierząt należało się zająć i to jak najszybciej. Do tego przecież, także na co dzień, dochodziły telewizyjne migawki pokazujące głodzone krowy, bite do krwi konie, lisy hodowane w warunkach urągających człowieczeństwu...

W komisji sejmowej stworzono więc akt pozwalający sadystów wsadzać do kryminału, co samo w sobie jest miłe tym wszystkim, którym bliskie jest etyczne, rozsądne i oparte na ochroniarstwie wykorzystywanie zasobów przyrody. Stworzono kolejną niedokończoną ustawę, nie pierwszą zresztą, która dotyczy wód i ryb, która w żadnym stopniu nie chce zauważyć i uwzględnić istnienia wędkarzy. Podczas nowelizacji tzw. ustawy rybackiej - jak sama nazwa wskazuje - wędkarze ponieśli sromotną klęskę. Zamiast aktu o zagospodarowaniu wód i ochronie ryb, co było przedmiotem przedłożeń na komisji, znów zwyciężyło tzw. lobby rybackie, któremu patronowały profesorskie głowy.

Paradoks polega na tym, że część posłów, która głosowała za przyjęciem ustawy o ochronie zwierząt, ochotnie głosowała także za rybackim wykorzystaniem polskich wód śródlądowych, co z ryb uczyniło w sensie prawniczym rzeczy, tudzież przedmioty handlu i przetwórstwa. I nikt się jakoś nie oburza, że karp na wigilijne stoły odławiany jest na miesiąc przed Bożym Narodzeniem i przetrzymywany w potwornym zatłoczeniu w specjalnych przechowalnikach, tak aby, Boże broń, nie "zajeżdżał" mułem podczas świątecznej wieczerzy.

O ile potrafiłbym jakoś zrezygnować z bożonarodzeniowej potrawy, o tyle nie bardzo umiałbym wyobrazić sobie swojego domowego stołu bez ryb morskich, które także są przedmiotem handlu i przetwórstwa, a dla wielu nacji mają ogromne znaczenie gospodarcze i stanowią istotną część wyżywienia. Rybacki włók czy inne głębinowe sieci trałowe mogą być rozpatrywane jako narzędzie tortur o szczególnym okrucieństwie. Powiedziałby o tym każdy weterynarz, który byłby wciągany siecią z głębokości, powiedzmy, 200 metrów razem z tysiącami ryb, które z powodu różnicy ciśnień wypluwają z siebie własne flaki, zaczynając od pęcherza pławnego, który wyrywa się z rybiej paszczy jako pierwszy... Gdyby ten weterynarz - zgodnie z przepisami ustawy - przeżył taką czynną konsultację.

Zacząłem od słów znanego wędkarza, ale niemal natychmiast po powołaniu się na nie, całkowicie poddałem się logice wywodów Małgorzaty. I także zawiodło mnie to do szukania paradoksów i niekonsekwencji. Ale tytuł tego komentarza nie bez kozery jest taki... niezdecydowany. Spoglądam bowiem na wędkarską rzeczywistość nękany wieloma wątpliwościami. Przewrotność tekstu Gosi pogłębiła je jeszcze bardziej. Bo tak naprawdę od kilku lat łowię wyłącznie na spinning i jestem w stanie zrezygnować z przynęt żywych bez problemów. Jeśli miałbym ochotę "popikać", to z niewielkim żalem rozstałbym się z glizdami i wodnymi stworzeniami, choć przecież wierzę w ich niezwykłą skuteczność. Znam wszakże, na przykład, przepisy niemieckie, gdzie zieloni odnieśli druzgocące zwycięstwo na wędkarzami. I choć ryby wolno tam jeszcze łowić, to stosowanie żywca i innych kręgowców na przynętę zostało prawnie zakazane i jest ścigane z mocy prawa o wiele bardziej skutecznie, aniżeli mordowanie psów i kotów przez polskie sądy pod mocą ustawy, którą odkrywamy z Małgorzatą niczym powtórkę z Mrożka czy Witkacego.

Moje wątpliwości powiększa lektura amerykańskich i kanadyjskich pism, książek oraz stron internetowych - w krajach, które słyną z drastycznych form przestrzegania praw łowieckich wszelkiego rodzaju, gdzie można zarobić kulę w plecy za ucieczkę przed rybackimi strażnikami na rzekach łososiowych, gdzie na otwarcie sezonu przyjeżdża guberator i kilku kongresmenów, na żywca się łowi. I będzie się łowiło. Każdy niemal podręcznik obok rad na temat łowienia drapieżników podaje sposoby pozyskania (hm, ale słowo, bardzo zgodne z wyznawaną w Stanach linią politycznej poprawności) żywych przynęt... Na butelkę, na słoik, na specjalne pułapki, które można kupić czy nawet wypożyczyć w wędkarskich sklepach i stanicach... Na siatki-rzutki, na trutki, środki oszłamiające... Ale Ameryka to dziwny kraj, gdzie w prawach ludzi i zwierząt wypowiadają się głównie prawnicy i niezawisłe sądy, nie zaś mało konsekwentni obrońcy psów i kotów.

Od zaprzyjaźnionych i lekko nawiedzonych ekologów kilka razy już słyszałem uwagi, że wędkowanie jest niezgodne z prawem. Małgorzata Jurczyszyn wykazała dobitnie, jak wielkimi jesteśmy zbrodniarzami. W Krakowie powstało Towarzystwo Ochrony Palących, z którym oboje z Gosią solidaryzujemy się niezłomnie. Oboje też jesteśmy za powołaniem do życia Towarzystwa Obrony Wędkarstwa i Wędkarzy. Choć jednocześnie jesteśmy temu przeciwni. Bo zdrowy rozsądek powinien sam się obronić. Ale w tym kraju niczego nie można być pewnym. Parlamentarzyści znów mogą pomyśleć o rybach - choćby nad wspaniałą rybą faszerowaną w sejmowej restauracji.

Jacek Jóźwiak

Dyskusje i komentarze

Schowaj teksty   

Rzeczona Ustawa ma jednak również punkt o treści:

"Art. 125. Rośliny, zwierzęta lub grzyby, a także ich siedliska, nieobjęte formami ochrony przyrody mogą być niszczone lub zabijane jedynie w związku z:
1)...
4) amatorskim połowem ryb;"

...co oznacza, że jesteśmy chronieni prawem, a cały tekst to jakby burza w szklance wody.

Początek

Primum non nocere

Trafiony- zatopiony! Świetnie napisane!Gratulacje.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Jeśli interesuje Cię wędkarstwo a w szczegolności gdy chesz pooglądać piekne Zdjęcia ryb i nie tylko ryb, odwiedź koniecznie wskazaną tu galerię. Jest co pooglądać!

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).