Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4,5 Ilość ocen: 4

Dzięcioł

Na drzewie siedzi sobie mały wróbelek i miarowo uderza
w korę główką. Na gałęzi wyżej siedzą dwa dzięcioły.
Jeden widząc tą sytuację mówi do drugiego:
- Może jednak już mu powiemy, że jest adoptowany.

Dzięcioł
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,3/5 (4)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

litości !!!

Teraz to daliście ciała,

Ta reklama w tle to kiep,

Informatyk za ten bubel,

Winien dostać ostro w łep.

Zaćmę ma na oczach,

Odwalić taką tandetę,

Najlepiej niech sobie w domu,

Naklei taką tapetę.

Sekundy bym go nie trzymał,

Zanika w ten portal wiara,

Zróbcie coś z tym człowiekiem,

Kopniak to mała kara.

czapek

litości !!!
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,4/5 (7)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Rybim okiem/Miejsce na ziemi 

Miejsce na ziemi

Ocena: 5,53 Ilość ocen: 5Ocena: 5,53 Ilość ocen: 5Ocena: 5,53 Ilość ocen: 5Ocena: 5,53 Ilość ocen: 5Ocena: 5,53 Ilość ocen: 5Ocena: 5,53 Ilość ocen: 5  hit
Ocena: 5,53 
Ilość ocen: 5 
 Ilość wyświetleń: 4759 
Komentarzy: 7 
ID: 24357 
Węzeł: 16346 
Primum non nocere

Pewnie każdy z nas ma takie miejsce, do którego zawsze chciałby wrócić, miejsce, w którym czuje się u siebie. Miejsce, do którego przynależy. Ja znalazłam takie miejsce w trakcie naszych wakacyjnych wędkarskich wypraw. Od pierwszej chwili, kiedy wysiadłam z samochodu, czułam, że to tu. Że w jakiś przedziwny sposób jestem z tym miejscem związana na zawsze i od zawsze.

Stara, ponad stuletnia warmińska chałupa( białe ściany, czerwone dachówki) stała samotnie na wzgórzu, osłonięta dwoma potężnymi kasztanami. Obok stodoła z obowiązkowym bocianim gniazdem. Zdziczały ogród i sad, otoczone "płotem" ze starych żywotników. Za domem prawie wyschnięty staw, zarośnięty "pałkami". 100 metrów od chałupy zaczynał się wspaniały las.
* * *

Już w styczniu zaczęliśmy wertować czasopisma wędkarskie i przeglądać internet w poszukiwaniu atrakcyjnych ofert. Atrakcyjnych dla nas: tam, gdzie cisza,woda, las i możliwość zabrania psa. Na to ogłoszenie trafiliśmy w WW. Las, dwa jeziora, rzeka, grill, ognisko, rowery,chałupa do dyspozycji. Zwierzęta mile widziane. Umówiliśmy się z właścicielem, posłaliśmy zaliczkę i zaczęło się odliczanie do wakacji. Rok szkolny zakończyłam sprawnie jak nigdy i już 7 lipca "cytrynka" niosła nas na Warmię.
Za Lidzbarkiem miało być juz tylko 12 km. Tu spotkaliśmy się z właścicielem, który miał być teraz naszym przewodnikiem: pokazać drogę na łowiska i do chałupy. Jazda przez las była piękna: potężne stare dęby, świerki, czasem bielał pień brzozy. Droga malowniczo pięła się i opadała. Z lewej strony , na zakręcie, mignęła tafla jeziora. Według przewodnika miał to być Symsar. A stąd jakieś "400 metrów, no, może 600 do chaty". Minęliśmy stanicę PTSM, przejechaliśmy prawie 4 km ( widać warmińska miara ma "hak" większy niż góralska!), gdy nasz "rukowoditiel" pokazał zjazd z asfaltu do chaty. Rzeczywiście leżała prawie na skraju lasu, na wzgórzu. Z drogi widać było kasztany, czerwone dachy i krążące bociany. Minęliśmy zjazd i pojechaliśmy nad drugie jezioro. To miało być niecały kilometr od domu. Było.... prawie pięć. Do rzeki- zamiast 800 metrów- ze cztery kilometry- nawet nie patrzyłam na licznik. Wkurzeni byliśmy maksymalnie. Ponieważ samochód potrzebny był w Łodzi a my lubimy łazić ( no i mielismy do dyspozycji rowery!) sygnalizowane w ogłoszeniu odległości odpowiadały nam. Rzeczywistość okazała się drastycznie odmienna. Czuliśmy się nabici w butelkę i podstępnie zwabieni przez gospodarza. Zgrzytając zębami obiecywałam sobie w duchu, że jeżeli chata będzie się tak miała do warunków z ogłoszenia jak odległości do łowisk, to wracamy do domu albo jedziemy szukać czegoś innego. Wracaliśmy do chałupy z duszą na ramieniu.
Zjazd z afaltu wyznaczał krzyż przydrożny i drewniany drogowskaz. Jeszcze 500 metrów polną drogą i "cytrynka" wtoczyła się na zarośnięte gęstą, zieloną trawą podwórko. Wysiadłam i..... z pierwszym haustem powietrza poczułam, że ... właściwie nie wiem, co poczułam. To tak, jakbym po wielu, wielu latach wróciła do domu. Sień... drzwi do kuchni ze starą klamką i okuciami chyba stuletnimi.. Izba wielka: ogromny kominek z polnych kamieni , ozdobiony kaflem- medalionem ( nos historyka wietrzył XIX wiek), powała z poczerniałych belek, dwa okna na podwórze, z widokiem na łąkę i drogę, trzecie na sad, pośrodku którego na słupie"od elektryki" bocianie gniazdo z lokatorem. Z izby wejście do naszych pokoików. Tu okna wychodziły na ogród, wzgórze i pobliski, brzozowy zagajnik. Słońce będzie wschodzić nad wzgórzem- pomyślałam. Dom "gadał" do mnie. Nie mogłam stąd wyjechać. Mniejsza już o te odległości. Tomasz, po stwierdzeniu, że jest ciepła woda i łazienki z natryskami też przestał kręcic nosem. Miśka szalała , uszczęśliwiona swobodą. Tylko Michał i jego kolega z bractwa, Maciek, początkowo marudzili na "zadupie". Z drugiej strony mogli trenować bez obawy, że ktoś będzie miał im za złe "naparzanki" na miecze. Zostaliśmy. Gospodarz odetchnął z ulgą i odjechał, zostawiając nam klucze.
Wieczorem, tuż przed zachodem słońca, kiedy przygotowywaliśmy ognisko, usłyszałam najwspanialszy z odgłosów: nawołujące się w locie żurawie. Para tych wspaniałych ptaków przeleciała nisko nad chałupą. Najwidoczniej leciały znad jeziora do gniazd nad leśne bagienko. Boćki siedziały na gnieździe, spacerowały po szczycie dachu chałupy i stodoły, klekotały, robiąc wieczorną toaletę. Nasza obecność zupełnie im nie przeszkadzała. Jaskólki ścigały w powietrzu ostatnie muchy. Z wyschniętego grajdoła szedł w świat koncert żabiej kapeli. Słońce zapadało coraz niżej. Nad łąką podniosły się białe woale mgieł, odgradzając nas od lasu. Zapaliliśmy maleńkie ognisko, żeby nie płoszyć bocków. Siedzieliśmy delektując się ciszą, przerywaną czasem klekotem któregoś "domownika" i dalekim porykiwaniem krów. Nawet Miśka nie odpowiadała na odległe szczekanie wiejskich kundli. Naraz gdzieś z mgły doleciało nas charakterystyczne "szczeknięcie" kozła. Po chwili odpowiedział mu z drugiej strony inny. Z cichym szelestem przeleciał nad podwórkiem lelek. Moment potem pojawił się nietoperz. Uganiały się za chrabolami, krążącymi wokół kasztanowców. Jutro zapolujemy na nie a potem - nad Symsarnę, na klenie- pomyślałam sennie. A o świcie- nad jezioro!!!
* * *
Świt wstawał perłowy od rosy, złoto-różowy od mgieł. Z kubkiem kawy wyszłam przed chałupę, "sprawdzić pogodę". Cztery boćki spały na szczycie dachu. Usiadłam na dużym kamieniu, prztaszczonym przed dom nie wiadomo kiedy i nie wiadomo, pzrez kogo. Każdy łyk kawy smakował inaczej niż w domu. W idealnej ciszy , gdzieś z daleka doleciał mnie klangor żurawi. Początkwo bardzo cichy, rósł i zbliżał się. Ta sama para nadlatywała od lasu w drodze nad jezioro. Odtąd przez całe trzy tygodnie rytm dnia wyznaczała ich wędrówka. Świty zastawały nas nad wodą, do której dojeżdżaliśmy na rowerach. Była to droga przez mękę: pokrowce wędek wrzynające się w szyje i ramiona, klekocące rowery (Tomka chyba jeszcze marki Ukraina, mój- składak Sokół - jeśli ktoś jeszcze pamięta te historyczne pojazdy!!!) w któych nie działały hamulce a bywało, że i "pedał wylatał". W końcu welocypedy odmówiły posłuszeństwa i dymaliśmy na piechotę, wychodząc równo z żurawiami. Ryby brały, więc nie było co grymasić. Wracaliśmy na późne śniadania, potem spacer na grzyby albo na poziomki. Poziomki były w brzózkach za domem. W słoneczne południe od ich zapachu aż zapierało dech. Wieczorem wychodziły tu łasuchować sarny z małymi. Podglądaliśmy je z ambony, którą odkryliśmy schowaną między brzózkami. Grzybów też było pod dostatkiem. Z najbliższego gospodarstwa przynosili nam mleko: kiedy zsiadło się, można je było kroić nożem a śmietana był na dwa palce. Możecie sobie wyobrazić, jak smakowało z młodymi ziemniakami z koperkiem? A schłodzone w piwniczce na upalne południe? Wieczór znów zastawał nas nad wodą. Jeśli rano było jezioro- po południu rzeka, mieliśmy wybór. Miejsc, pięknych i zasobnych w rybę, było do wyboru sporo. Boćki, czaple, żurawie, sarny, błotniaki, czajki, jaskółki, sowy, zające, nawet jeże - do oglądu ile chcieć. Jedyne utrapienie to komary i kleszcze. Ale i na to są sposoby.
Przez trzy tygodnie pogoda nam dopisywała. Mogliśmy cieszyć się do woli. Dom zrósł się z nami. Stał się domem. Naszym domem. Niestety, nie dane nam było wrócić tam , z różnych powodów. Wracam tylko we śnie. Bardzo często. Wracam śladem własnej tęsknoty i w jakiś sposób czuję, ęe i chata tęskni za mną. Moim najwiekszym marzeniem od tamtego lata jest ... kupić ją i zamieszkać tam. Znalazłam pod jej dachem wszystko, czego mogę chcieć: radość, spokój, idealne miejsce do pisania (tam powstała jedna z moich bajek dla dzieci- chyba najlepsza..), wspaniały kontakt z przyrodą, piękne łowiska, ciche, spokojne, nie przełowione. W snach widzę chatę w różnych porach roku: wiosną z kwitnacymi w zdziczałym sadzie jabłoniami i wiśniami, jesienią- obsypaną liśćmi kasztanowców, zimą- przykrytą śniegiem z kitą dymu z komina.
I odtąd proszę zawsze Gwiazdę Wigilijną o cud, który pozwoli spełnić moje marzenie......

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

pisz ewa! ,pisz.........bym mogla ladowac swoje bateriejeszcze tylko dwa miesiace i znowu wyrusze na polowy.ale teraz, w te zimowe wieczory ,lubie czytac twoje opowiadania.pozdrowienia pati

Początek

kazdy z nas ma takie miejsce...............

Początek

Początek

Male ale-Lidzbark Welski czy Warminski

Początek

Henryk Pedrys

Chcialbym tez tam byc ..... i tak jak Pani snic .....
Zazdroszcze Pani tego .....

Początek

Czasami lepiej króliczka nie złapać i ciągle go gonić......
Ale marzenia czasami się spełniają , czego szczerze życzę !!!
Czytając , znalazłem się na chwilkę w lesie wśród moich kochanych
żyjątek, ale to tylko trzy miesiące. Mons

Początek

Michał Wierzbicki

ciesze się że jako pierwszy moge oceninc Pani kolejny artykuł, i musze stwierdziac ze jest swietny piekne opisy dzikiej mazurskiej przyrody i w ogule gratulacje i zycze spełnienia marzenia

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Producent wszywek, metek, etykiet. Zobacz: Wszywki i metki odzieżowe Firma "Wszywka" zaprasza!

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).