Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 0 Ilość ocen: 0

Facet

Siedzi baba u lekarza, nagle przychodzi facet wyjmuje oczy i mówi:
"oczy-wiście".
Podniecona baba biegnie do domu i opowiada mężowi:
- siedzę ja sobie u lekarza, nagle przychodzi facet wyjmuje sobie oczy i mówi:
"...naturalnie"

Facet
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Rymogady

Rymogady.

Lubię wszelakie polemiki;
w nich wiele pieprzu i soli,
bo patrząc na tego gadulstwa wyniki
można wiedzieć, co kto myśli i woli.

Mnie jednak do głowy myśl uparta wpadła:
dlaczego te gadające głowy
polemizują używając rymadła,
zamiast normalnej mowy?

To jakiś atawizm chyba
z trzeciorzędowego chaosu,
kiedy rybać, czyli mówić, chciała ryba,
ale jej Bozia nie dał głosu.

Stąd niektórzy z nas, ryb dalecy potomkowie,
mający najwięcej rybich genów,
posługują się rybo- czy rymosłowiem,
zaskakując nas swoją ryboweną.

Jeśli wątpiący w mą teorię byliby,
ja analizą naukowo poprawną,
że Sławek („Byba”) pochodzi od ryby
wywiodłem już bardzo dawno

Więc wyluzujcie co nieco,
zacierając dalekiej przeszłości ślady,
abyście nie zostali, oczami świecąc
nazwani z humorem – RYMOGADY.

PS.
Stwierdzam z uczuciem ambiwalentnym,
że i ja nie jestem święty
i kultywując gadulstwa obyczaj
do rymogadów się także chyba zaliczam.

Rymogady
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,7/5 (3)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Środowisko/Pada deszcz, znów będzie powódź. 

Pada deszcz, znów będzie powódź.

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 9269 
Komentarzy: 3 
ID: 184917 
Węzeł: 142408 
Ryszard Siejakowski

Do powodzi już się przyzwyczailiśmy i to, że będzie, jest pewnikiem. Jedyne czego nie wiemy, to czy będzie lokalna czy na większą skalę.
 

 Od kilku dni pada a miejscami nawet leje. Mamy tzw deszczowy lipiec, kiedyś normalka w Polsce a teraz po kilkunastu latach raczej suchych lipców, dziwimy się, że pada.  Swoje na tym świecie przeżyłem i miałem okazję obserwować zmiany jakie następowały na przestrzeni pięćdziesięciu lat, jeśli idzie o aurę. A są to zmiany naprawdę duże, chociaż jak twierdzą specjaliści od pogody, większość z nich ma charakter periodyczny. Czterdzieści lat temu, normą były wiosenne i jesienne wezbrania wód. Były wpisane w kalendarz pogodowy tak samo jak śnieg w grudniu czy ciepło w maju. Ale się zmieniło. Dzisiaj raczej sporadycznie dochodzi do klasycznych, dużych wezbrań wiosennych, kiedy to zalewało tysiące kilometrów kwadratowych kraju a rzeki osiągały swe maksima właśnie na wiosnę, po wiosennych roztopach. Jesienne wezbrania praktycznie zaniknęły całkowicie i jeśli już występują, to mają charakter lokalny na niewielkiej przestrzeni. Obecnie, najbardziej groźnymi stały się powodzie czerwcowo-lipcowe. Są gwałtowne, stosunkowo krótkotrwałe i niosące olbrzymie straty. Warto popatrzeć na genezę tych gwałtownych wezbrań wód i znaleźć sposób na ich minimalizację, aby po całym kraju nie niósł się lament powodzian, narzekających na Rząd, pogodę, niesprawiedliwość, tylko nie na własną głupotę i brak zapobiegliwości. Mechanizm powstawania gwałtownych wezbrań letnich jest zawsze taki sam. Musi padać na południu kraju, czyli góry i pogórze. To stamtąd przemieszcza się w karkołomnym tempie wysoka fala wezbraniowa, zabierając po drodze wszystko, co napotka. A napotyka  na głupotę ludzką i brak wyobraźni. Nie dalej jak wczoraj oglądałem kolejny reportaż o zagrożeniu powodziowym w rejonie Bogatyni. Tej samej Bogatyni, która w ubiegłym roku została tak mocno poszkodowana powodzią. I widziałem, coś czego nie powinienem zobaczyć. Znów odbudowano domy w odległości kilku metrów od wybetonowanego koryta rzeczki przepływającej przez Bogatynię. Kilkadziesiąt lat temu, na pewno rzeczka nie płynęła w korycie i na pewno miała swoją niewielką ale miała, pradolinę czy terasę zalewową. Chciwość ludzka nie zna granic. Wybetonowano koryto, ujarzmiając bieg rzeczki a terasę zalewową zabrano, poszerzając swoje powierzchnię działki. Efekt jest taki, że kiedyś rzeczka mogła wezbrać nawet dziesięciokrotnie i nadal mieściła się w obrębie swego naturalnego przebiegu a dzisiaj po wezbraniu o 100% wylewa sie poza koryto, zalewając domy, które nigdy nie powinny tam stać.Urbanizacja zawsze niosła ze sobą zagrożenia. Budujemy kolejne zbiorniki retencyjne, za miliardy złotych a powodzie jak były tak są. Można nawet powiedzieć, że im więcej zbiorników retencyjnych, tym wskaźnik zagrożenia wzrasta, chociaż powinno być dokładnie odwrotnie. I znów nasuwa się pytanie. Dlaczego? A sprawa jest trywialnie prosta. Pod płaszczykiem zbiornika przeciwpowodziowego, przeważnie miejscowa władza widzi zbiornik o charakterze rekreacyjno-turystycznym, czyli bardziej przyziemnie, widzi pieniądze, jaki taki zbiornik może miejscowej władzy dać w formie przychodu gminy. I właściwie w tym miejscu nic więcej już dodać nie potrzeba. Średnio uzdolniony czytelnik doskonale wie, że retencje i zapobieganie powodzi diabli wzięli a zbiornik staje się miną z opóźnionym działaniem, która na pewno wybuchnie i jest to tylko kwestia czasu. Aby nie być  gołosłownym , dwa przykłady. Zbiornik w Czorsztynie ma obecnie rezerwy powodziowej zaledwie 25%. Zbiornik w Jeziorsku niecałe 28%. O Solinie lepiej nie mówić, bo rezerwa powodziowa wynosi tu zaledwie 12%. Warto sobie zadać podstawowe pytanie w jakim celu zbudowano te zbiorniki? Czy po to aby po nich pływały żaglówki i kajaki czy po to aby chronić, życie i dobytek. A przecież od dobrych kilku lat mamy świadomość, że czerwiec czy lipiec to miesiące szczególnych zagrożeń powodziowych. Ale przecież to My Polacy. Naród wybrany. Najmądrzejsi, najpiękniejsi wiemy najlepiej co jest dla nas dobre a co złe.  A jak zaleje, to będziemy psioczyć na Premiera, na ministra, na Rząd, że zalało. Nie na palanta, który powinien spuścić ze zbiornika kilkadziesiąt milionów m3 wody aby się znalazło miejsce na fale wezbraniową ale na faceta z Warszawy, który czegoś tam nie dopilnował podobno. Juz dzisiaj Prokuratura powinna postawić zarzut o możliwości popełnienia przestępstwa przez zarządzającego zbiornikami retencyjnymi, niezależnie od tego czy będzie powódź czy jej nie będzie. Oni po prostu poprzez zaniedbania stworzyli zagrożenie. I już na koniec ostatni element układanki, o którym się niewiele mówi albo nie mówi się wcale.  Wbrew temu co mówią wieczni malkontenci i nieudacznicy, Polska się rozwija. Powstają setki kilometrów autostrad, dróg, nowych domów. To jeden z najważniejszych elementów decydujących o zagrożeniach powodziowych. To tysiące km2 powierzchni, która nie przyjmuje wody jak normalny grunt, który jest przesiąkliwy lecz powierzchnia, która kumuluje wodę i ją gromadzi w olbrzymich ilościach. Wystarczy sobie policzyć ile tysięcy km2 stanowią dachy i obejścia domów pobudowanych na pogórzu i w górach. Ile tysięcy km2 powierzchni zostało ogołoconych z drzew i krzewów. Dzisiaj większość obejść budynków jest wyłożona czy to kostką brukową czy naturalnym kamieniem. Ta woda nie wsiąknie w grunt przy intensywnych opadach tylko spłynie do najbliższego potoku czy najbliższej rzeczki, które gwałtownie zaczną wzbierać a potem powstaje już tylko efekt domina. Warto aby Powiatowe Inspektoraty Budowlane, wydając pozwolenie budowlane uwarunkowywały ją budową indywidualnych zbiorników na deszczówkę, których pojemność powinna być uzależniona od powierzchni dachu i powierzchni wybrukowanego obejścia. To zatrzymałoby miliony m3 wody i skutecznie ograniczyło skutki wezbrań. Budowa kolejnych zbiorników o charakterze rekreacyjno-turystycznym to totalna głupota i wyrzucanie pieniędzy podatników w przysłowiowe błoto po powodziowe.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

http://www.y...h?v=A7n5DnqAaUE
kiepska jakość nagrania z koncertu ale w miarę selektywnie

Pada deszcz, niech zaleje ziemską powierzchnię
Pada deszcz, niech zmyje całą tandetę...

Początek

Podam ci przykład z własnego podwórka. Toczę batalię o to, żebym wodę deszczową z mojego dachu mógł rozprowadzić po moim własnym gruncie i go nawodnić, bo jest suchy jak pieprz. Tylko jakiś palant wpisał do planu zagospodarowania, że należy się podłączać do kanalizacji deszczowej, czyli szybko odprowadzać deszczówkę do - finalnie Odry. Oczywiście - odpłatnie. Więc jak ktoś chce nie płacić i postępować zgodnie z naturą, czyli woda w grunt, to nie może i musi wydać kasę na rury, kopanie itd, a kto już odprowadza do kanalizacji deszczowej, to srogo płaci. Jedyny komentarz jaki się nasuwa - skłąda się z dwóch słów. Kurwa Mać.

Początek

Jarosław Szczepaniak

Hop, hop Rysiu! A kogo niby winić za kulawe ustawy, dziurawe i niejasne przepisy? To niby lokalne władze je tworzą? Winę za to ponosi tylko i wyłącznie ta "jelita" na samej górze! Wystarczy jeśli pan Minister wyda odpowiednie rozporządzenie do ustawy i jasno w nim określi wymogi.

Ja też pamiętam jak Pilica non stop w lato wylewała, że aż trudno było, a niekiedy wcale nie było można dojść do jej prawdziwego brzegu. Nieraz kąpaliśmy się w krzakach, bo dalej się nie doszło. Z rzekami nic - absolutnie nic! - się nie zmieniło. Nadal wylewają jak co roku, tylko, że teraz mają na drodze ludzkie domostwa - pomniki głupoty ludzkiej! W pogodzie też się nic nie zmieniło! Wczoraj po północy na Polsat News było spotkanie z klimatologiem. Starej daty facet fenomenalnie tłumaczył na temat pogody. Polska ma doskonałe kroniki na temat pogody. Takie zjawiska okazuje się, występowały od zarania dziejów. Nie ma żadnego globalnego ocieplenia! Do chyba roku 1850 mieliśmy małą epokę lodowcową - zamarzała Sekwana, zamarzał zawsze Bałtyk, były srogie mrozy i potężne śniegi. Po tej dacie nastąpiło - do niedawna - ocieplenie klimatu. Obecnie zaobserwowano niespotykanie małą aktywność słońca. Powiedział, że raczej czeka nas globalne ochłodzenie - powrót małej epoki lodowcowej. A takie zjawiska jak tornada u nas, burze, wylewy rzek, grad i ulewy notowane są u nas od dawna.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Tygodnik Wędkarski - pierwszy, bezpłatny, internetowy Tygodnik Wędkarski wydawany przez wydawcę: Krokus Sp. z o.o, adresowany do wszystkich zainteresowanych tym hobby. Pierwsze wydanie ukazało się już w roku 1999.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).