Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 3,5 Ilość ocen: 27

Pan i rybka

Podchmielony facet wraca do domu. Po cichutku wchodzi do sypialni. Niechcący strąca akwarium ze złotą rybką.
Akwarium ląduje na podłodze. Biedna rybka rozpaczliwie zamyka i otwiera pyszczek.
Wkurzony facet:
- Coooo! ... na pana mordę drzesz?!

Pan i rybka
  • Obecnie 3,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 3,7/5 (27)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Fanaberie

Ciągle w Sejmie, w duda walą
Konstytucję nam rozwalą!
Już w Ustawach pogrzebali
I w Kodeksach pozmieniali
Wciąż w Kuluarach dyskutują
Czego dotkną - to zepsują!
Hu, ha, hejże hola…
Niechaj żyje nam swawola!
Lecz nie biorą pod uwagę
Spraw, co mają większą wagę
Bieda straszna w całym kraju
Wszyscy młodzi uciekają
Pracy szukać i pieniędzy
Bo nikt nie chce żyć w tej nędzy.
Kiedy zgwałcą Konstytucję
W Biblii zrobią rewolucję.
Wszystkim kręci el-pe-er
To anagram pe-er-el?
Tam syn z ojcem rozrabiają
Za nic nas, rodaków mają.
W wielkiej pysze, euforii
Siłą przeszli do historii!
Świat się śmieje z tego cały
Nie da im to żadnej chwały.
Ciągle jakieś perturbacje
To aborcja, to lustracje…
W ludzkiej głowie się nie mieści
Taka ilość bzdurnych wieści.

więcej...

Fanaberie
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,4/5 (7)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Burza

Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1Ocena: 5 Ilość ocen: 1
Ocena: 5 
Ilość ocen: 1 
 Ilość wyświetleń: 3787 
Komentarzy: 1 
ID: 47115 
Węzeł: 28282 
Ryszard Siejakowski

".. Lecz w chwili właśnie, gdy już, już mniemałem,
Że burza wielkim uderzy nawałem."
C.K. Norwid "Tęcza"

Za oknem rozszałała się gwałtowna burza, typowy termik. Ale jestem spokojny siedząc sobie wygodnie w fotelu. Nie byłem taki spokojny, gdy przeżywałem tę potworną burzę, która dopadła mnie na środku jeziora. Wtedy myślałem tylko o jednym, jak z tej nawałnicy wyjść cało.

Człowiek opanował już całą kulę ziemską. Potrafi przeżyć na pustyni, na biegunie północnym czy południowym. Zapuszcza się w głębiny morskie a nawet postawił noge na Księżycu. Jest jednak bezsilny gdy rozszaleją się żywioły. Cała technika jest diabła warta, nawet w najlepiej rozwiniętych krajach świata.
Był środek lata i gorąco jak diabli. W Poznaniu termometry od kilku dni wskazywały grubo ponad trzydzieści stopni Celsjusza.

Niebo bez żadnej chmurki i słońce lasujące mózgi. Żar i otępienie. Sam już nie wiem co mnie pokusiło aby wyskoczyć na ryby. Nie, nie. Żadnego machania spinem w taką spiekotę. Jedyne co wchodziło w rachubę to łódka, flot i zimne piwko, spożywane na tafli jeziora. Wypuszczam się na jezioro, trzydzieści kilka kilometrów od Poznania. Sił mi wystarcza na to, aby przepłynąć niecały kilometr i tak jestem cały mokry, od potu.

Staję w miejscu gdzie delikatna morka, marszczy lustro jeziornej toni. Może tu, moje zdechnięte cielsko znajdzie iluzję chłodu. Rozkładam jeden, jedyny kijek jaki zabrałem ze sobą. Typowa flotówka z przelotowym spławikiem. Rzucam trochę pęczaku do wody, na haczyku wieszam trzy ziarna i sruuu..., zestaw ląduje w łowisku. Ustawiłem stoper na sześć metrów aby zestaw był lekko przegruntowany. Cierpliwie czekam na pierwsze branie, chłodząc trzewia zimnym browarem. Jest dobrze. Cisza, spokój, delikatny wiaterek i schłodzone piwko.

W taką żarę o czym innym może marzyć wędkarz, chyba tylko żeby brały. Niestety nie biorą. Spławik tkwi nieruchomo jak zaklęty. Podnoszenie z dna i powolny opad nie pomagają. Nadal cisza. Mija dobra godzina i jestem bez brania. Zmieniam przynęte na świeżą i nie pomaga. Przy kolejnym zarzucie jestem troche zdziwiony, że spławik postawił się bardzo szybko i po chwilii gwałtownie zatapia się. Przycięcie i jest ładna płoć, ciutek ponad trzydzieści centymetrów. Ląduje w siatce.

Zakładam nowe ziarna pęczaku i dostrzegam, że stoper przesunął się o połowę gruntu. Ki diabeł? Już miałem poprawić gdy mnie coś tknęło. Zarzucam, spławik się postwił i jak zaczarowany wjeżdża pod wodę. Kolejna bagróweczka w siatce. Po dziesiątej ładnej płoci wiem, że ryba chodzi w środku wody i co najważniejsze źre. Coś mnie podświadomie niepokoi i nie bardzo wiem co. Niby nic się nie zmieniło ale coś "wisi" w powietrzu. Spoglądam na niebo i dostrzegam małą ciemna chmurę, która na tle błękitu wygląda jak czeluście piekielne.

Łowię dalej i kolejne dwie płocie w siatce, większe od pozostałych. Mam farta. Po kilku minutach chmura zmienia kształt. Teraz wygląda jakby z niej wychodziły macki jak u ośmiornicy i rozrasta się. A powietrze totalnie stoi. Nawet najmniejszej zmarszczki na toni. Za plecami rozlega się gwałtowny szum. Zaniepokojony odwracam się i widzę jak nabrzeżne topole oddalone ode mnie o sto pięćdziesią metrów uginają się pod potężnym uderzeniem wiatru, sypiąc do wody liśćmi i połamanymi gałęziami.

Po chwili dociera do mnie podmuch gorącego powietrza i spokojna toń jeziora w mgnieniu oka zamienia się w mleczną kipiel. Składam kij, wyrywam kotwice z dna i zaczynam wiosłować w strone bliższego brzegu. Nie daję rady. Tylko sto paredziesiąt metrów a ja macham wiosłami i stoję w miejscu. Przez dziób przelewają się baławany fal, wlewając sie do łodzi. Nie mam szans na dopłynięcie pod wiatr. Jedyne co pozostaje to zwrot o 180 stopni i wiać do drugiego brzegu oddalonego o dobre trzysta metrów, razem z falą.

Już myślałem że łódź się przewróci w trakcie zwrotu, gdy ustawiła się bokiem do fali ale mam szczęście i tylko chwila strachu, zjeżyła mi włosy na głowie. Po chwili pędze jak szalony ku drugiemu brzegowi, unoszony falą, wichurą i silnymi pociągnięciami wioseł. Niebo już jest całe granatowe lecz nie pada. Gdy pozostaje mi jakieś sto metrów, nagłe tchnienie lodowatego wiatru i zaczyna tłuc grad wielkości gołębiego jaja. Jezioro jest białe od gejzerów, spowodowanych wpadającym do wody gradem.

Widok niesamowity, lecz nie czas na podziwianie tego zjawiska. Nie daje się zmienić kierunku i pcha mnie w kierunku szerokiego trzcinowiska. Nigdzie miejsca aby przybić do brzegu. Łódź wbija się w trzcinę i staje, dobre dziesięć metrów od stałego brzegu. Żywioły się rozszalały. Grad zamienia się w potężną ulewę a pioruny walą jak szalone w nabrzeżne drzewa. Jestem mokry od stóp do głów.

W łodzi zdążynło się już zebrać dobre sto litrów wody i ciągle przybywa. A ja tkwie w trzcinowisku i nie mogę się stamtąd wydostać. Oberwanie chmury trwało prawie godzinę. Znalezionym w łódce półlitrowym słoikiem wylewam wodę. Praca syzyfowa. Prawie nie nadążam. Wreszcie żywioły się uspokoiły. Tak jak się gwałtownie rozpoczęło tak się to skończyło.

Wszystko co mam na sobie jest mokre, w łodzi pozostało jeszcze do wyczerpania parędziesiąt litrów deszczowej wody. Pomału się tego pozbywam. Mogę wreszcie wydostać się z trzcinowiska i płynąć do przystani. Gdy dobijam do cumowiska, dostrzegam połamane kilkudziesięcioletnie topole. Wichura ich nie oszczędziła i powaliła na ziemię.

Kompletnie przemoczony ładuje się do samochodu, włączając ogrzewanie na maksa. Temperatura obniżyła się o dobre kilkanaście stopni i zaczyna mną trząść chłód. Przez trzydzieści kilometrów drogi powrotnej mam okazje obserwować co potrafił uczynić ten niespodziewany atak sił przyrody. Potłuczone szklarnie, połamane drzewa, pozrywane dachy. Maleńki ciurek zamienił się w rwącą rzeczułę, niosąc połamane galęzie i zwały błota.

Człowiek jest tylko malutka istotą gdy zaczynają szaleć żywioły. Pamiętajmy o tym... gdy jesteśmy na rybach. Pamiętajmy i bądźmy przezorni. Nasze szanse są bardzo, bardzo małe.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

Pięknie to opisałeś i niech będzie innym ku przestrodze. Ale czy będzie?
Swoją przygodę z burzą opisał kilka lat temu Marek Szymański w WŚ, ledwo uszedł z życiem.
Przestrogą niech też będzie śmierć kilkunastu żeglarzy w tym roku. Z żywiołem nie ma żartów, zwłaszcza na wodzie.

Takie zjawiska będą się nasilały i co roku od maja do września możemy spodziewać się podobnych burz. Może nie każda będzie równie gwałtowna, ale każda niesie silny poryw wiatru.
Dla nas ważne, że żadna burza nie uderza nagle, zawsze widać jej odznaki i zawsze jest czas, tylko czasem ryby zbyt fajnie biorą przed burzą...

Przy okazji polecam

http://klub....00/cumulonimbus


Andrzej
p.s.
W tej sytuacji odwracanie łodzi było ryzykowne. Bezpieczniej byłoby utrzymać poprzednią pozycję dziobem do wiatru i dać się nieść fali. Trzciny są dobrym schronieniem, ale w trzcinach też jest głęboko. Czasem są w nich pułapki, resztki pomostu, zwalone drzewo. No i łódka też ma swoją ograniczoną pojemność jako wanna


Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Firma "Wszywka" zaprasza producentów odzieży oraz hurtownie dodatków krawieckich do współpracy, patrz: Metki i wszywki odzieżowe pragnie zinteresować swą ofertą metek i wszywek odzieżowych również osoby prywatne, zainteresowane niskimi nakładami.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).