Lewe menu

Filtry

Humor»

Ocena: 4,5 Ilość ocen: 4

Dzięcioł

Na drzewie siedzi sobie mały wróbelek i miarowo uderza
w korę główką. Na gałęzi wyżej siedzą dwa dzięcioły.
Jeden widząc tą sytuację mówi do drugiego:
- Może jednak już mu powiemy, że jest adoptowany.

Dzięcioł
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,3/5 (4)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

litości !!!

Teraz to daliście ciała,

Ta reklama w tle to kiep,

Informatyk za ten bubel,

Winien dostać ostro w łep.

Zaćmę ma na oczach,

Odwalić taką tandetę,

Najlepiej niech sobie w domu,

Naklei taką tapetę.

Sekundy bym go nie trzymał,

Zanika w ten portal wiara,

Zróbcie coś z tym człowiekiem,

Kopniak to mała kara.

czapek

litości !!!
  • Obecnie 4,5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 4,4/5 (7)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Wyprawy i ekspedycje/Norwegia nie zawsze łaskawa 

Norwegia nie zawsze łaskawa

Ocena: 0 
Ilość ocen: 0 
 Ilość wyświetleń: 26948 
Komentarzy: 1 
ID: 69555 
Węzeł: 47070 

Któż z nas- wędkarzy nie czytał o wyprawach do pełnej wspaniałych łowisk i nieco egzotycznej Norwegii? Każdy. Ponieważ lektura opisująca wielkie ryby, wspaniałe hole, cudowne widoki, podnosi wędkarski apetyt, decyzja była szybka. Jadę! Tym bardziej, że nadarzyła się dobra okazja.Od kilku już lat molestowałem mojego kolegę z Wrocławia – Mariana żeby mnie zabral na norweskie połowy i stało się. W połowie lipca zadzwonił telefon i po krótkiej rozmowie ustaliliśmy, że 31 sierpnia ruszamy!

Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy. Trasa prowadziła do granicy, a potem do niemieckiego portu Sasnitz, skąd promem linii Scandlines popłynęliśmy do szwedzkiego Treleborga Prom komfortowy, płynie tylko trzy i pół godziny i jest stosunkowo tani. Dlatego też nasz wybór padł właśnie na tego przewożnika. W Szwecji, po krótkiej rozmowie z ładną panią celnik, ruszyliśmy w drogę na północ. Przed nami 1200 kilometrów na norweską wyspę Avenroya.

Złowiony Polack
Nasz domek w Kvaldheim
Makrele z łodzi
Skaliste wybrzeże Norwegii
Mały rdzawiec
Ocean Road
Typowy norweski dom

Na długo przed wyjazdem, moi koledzy z Wrocławia jako stali bywalcy i znawcy norweskich klimatów, zaproponowali mi jako punkt docelowy, starą bo założoną w 30-tych latach ubiegłego wieku, stanicę wędkarską Kvaldheim w okolicach portu Kristiansund około 200 kilometrów na południe od Trondheim. Wiedziałem, że poprzedni ich wyjazd nie był zbyt udany. Miało to związek z faktem, że na kwaterę wypadową wybrali sobie miejsce położone w głębii fiordu i jak się póżniej okazało, wybór ten był chybiony. W głębii fiordu po prostu nie było ryb gdyż po pierwsze woda była zbyt zimna, a po drugie zbyt wysłodzona, do fiordu bowiem wpadała spora rzeka. Dlatego też tym razem postanowiliśmy zaczepić się jak najbliżej wyjścia z fiordu na pełne morze. Wystarczył rzut oka na mapę aby stwierdzić, że Kvaldheim jest miejscem idealnym. Kilkaset metrów i jesteśmy na pełnym morzu w okolicach ujścia wielkiego fiordu Bremsnes. Trzy mile w morze, i według mapy, z 200 metrów wynurza się do 15 metrów, sławna ławica Helklaken. Jeszcze dalej o jakieś dwie mile rozciąga się pasmo skalistych wysepek, za którymi już tylko ocean. Idealnie żeby zapolować na naprawdę grubego zwierza! Kapitalne miejsce! Jak się póżniej okazało, nie wzięliśmy jednego pod uwagę. Mianowicie pogody.

Tymczasem po przejechaniu niesłychanie malowniczej trasy lądujemy w miejscowości Oksenvag. Pierwsze zaskoczenie przeżyłem kiedy okazało się, źe właściwe Kvaldheim znajduje się na skalistym cyplu i stanowi tylko dwa domy, do których trzeba dopłynąć łodzią. Drogi nie ma. Od razu zrozumieliśmy dlaczego w internetowym informatorze zaznaczone było, że parking jest oddalony o 200 metrów. Norweg trochę przesadził, bo przeprawa miała jakieś pół kilometra ale co tam! Niebawem pojawił się właściciel i popłynęliśmy ze wszystkimi manelami, w dwie łodzie, na właściwe miejsce. Kwatera - typowy norweski dom, z zewnątrz skromny, urządzony w starym stylu norweskich lat pięćdziesiątych! Piec, kominek i te rzeczy. Wyposażony naprawdę we wszystko czego potrzeba aby spędzic tam komfortowo nawet całe wakacje. Chałupa mogąca pomieścić swobodnie osiem osób, na nas dwóch, bo jak się okazało trzeci towarzysz podróży - Rysio w przeddzień wyjazdu rozchorował się i musiał pozostać w domu. Nawet się nie rozpakowałem, a już śmigaliśmy dużą wygodną łodzią z 25-cio konnym silnikiem. Niestety okazało się, że ten wypad był jednym z zaledwie dwóch w czasie całej siedmiodniowej wyprawy. Co prawda Norweg – Erling (bardzo fajny gość, prawie wszyscy Norwegowie są fajni) coś tam nieśmiało mamrotał, że pogody raczej mieć nie będziemy, ale puściłem to mimo uszu. Niestety, miał rację bo już następnego dnia wiała ósemka aby po 24 godzinach przejść w północną „dychę” Pozostawało siedzenie na kwaterze lub wędkowanie w straszliwym szkwale od zawietrznej strony cypla ale też tylko do momentu aż cypel zaczęło przelewać! Do dziś dziękuję Najwyższemu, że w wędkarskich bambetlach zawieruszyło się kilka lekkich blaszek, których zwykle używam na bałtyckie belony. Wiedziony przeczuciem miałem też szczęście zabrać jedną ze swoich solidnych 80 gramowych trociówek To właśnie one uratowały mój wędkarski, wątłuszowy honor. Łowiąc ze skał z wiatrem pomimo wielkich fal udało mi się złowić kilka ryb których nazw nawet nie jestem pewien (polack, rdzawiec) choć bez wątpienia wątłuszy. Na pilkery, nawet te lżejsze i na gumy nie brało nic! Gospodarz kwatery odwiedzał nas prawie codziennie bardzo się niepokojąc, czy czasem nie przyszło nam do głowy wypłynięcie w morze. To był jego pierwszy kontakt z Polakami i dlatego był wyjątkowo czujny. Na wejściu wręczyl nam nawet telefon komórkowy z wpisanymi wszystkimi numerami alarmowymi w razie kłopotów na morzu. Zalecał nam też, aby spróbowac przejść do fiordu Bremsnes ale tylko przy wietrze zachodnim. Broń Boże przy północnym, bo wtedy stan wód fiordu niczym nie różnił się od stanu otwartego morza.

Zfrustrowani bezczynnością i oglądaniem rozszalałego, pełnego, morza postanowiliśmy zaryzykować korzystając z osłony „naszego” cypla, tymbardziej, że wiatr właśnie zmienił kierunek na zachodni czyli dozwolony. Kombinezony, kamizelki, sprzęt i w drogę!

Z brzegu nie wyglądało to tak grożnie, ale powiadam Wam, kiedy wypłynęliśmy zza osłony cypla to zamknąłem oczy a otwarła mi się d…. Po około godzinie sztormowania, z wielce niebezpieczną nawrotką pod falę, lawirując wśród rozlicznych skał udało nam się jakoś powrócić. Postanowiliśmy tego więcej nie powtarzać.

Następnego dnia morze okazało się łaskawsze. Wypłynęliśmy wiec pełni nadziei ale szybko okazało się, że biorą tylko makrele. Łowiliśmy je na zestawy makrelowe z toni, bo z dna nie brało kompletnie nic, poza jakimiś dziwnymi, nastroszonymi rybami z rodziny babkowatych. Jedna z nich ukuła mnie kolcem w rękę (pomimo, że brałem ją przez szmatę) co przy bardzo słonej wodzie bolało dość dotkliwie. Towarzyszyło nam kilka norweskich łodzi wędkarskich, na których przebywały nawet całe rodziny a wszyscy zajęci byli makrelami i niczym więcej. Warto wspomnieć o niesamowitości dna w tej okolicy. Echo naprawdę szalało wskazując co chwilę zmienne odczyty. 45 metrów, za chwilę 190, a po chwili 25 metrów. Prawdziwe podwodne góry i wąwozy, tak jak na brzegu. Pod koniec dnia, morze znów zaczęło przybierać, dlatego też nie odważyliśmy się wypływać na Helklaken ani tym bardziej na pasmo wysp.

Niestety, to był nasz ostatni rejs na tej wyprawie gdyż przez następne dni wiatr znów osiągnął siłę „ósemki” i nawet z portu Kristiansund wychodziły w morze tylko duże jednostki. Pozostawało łowienie z brzegu, ale co to za łowienie kiedy wiatr strąca cię ze skał, deszcz pada poziomo a ryby zniknęły gdzieś daleko…

Dużo pisano już o Norwegii, o przynętach, sposobach łowienia, technikach, wiele jest rozpoznanych szlaków i miejscówek. Niestety zdarza się nawet doświadczonym bywalcom wrócić na tarczy. Dlatego też chciałem zwrócić wszystkim uwagę na planowanie i wybór miejsca gdzie spędzimy nasz wędkarski urlop. W wyniku doświadczeń moich kolegów i moich własnych opisanych wyżej nasuwa się jedna myśl. Miejscem idealnym będzie( przy założeniu, ze kwatera i łódż jest OK.) stanica położona w fiordzie, najlepiej po jego zachodniej stronie(przewaga wiatrów zachodnich) ale blisko wyjścia fiordu na pełne morze. Możemy po prostu, w zależności od pogody, łowić albo w fiordzie albo na morzu. Mamy wybór a często w ogóle możliwośc łowienia. Nie popełniajcie naszego błędu. Studjujcie mapy i prognozy pogody choć z tym drugim jest prawdziwa loteria. Na pocieszenie powiem, że na tej samej kwaterze przed nami byli Czesi a o ich połowach niech świadczy wpis do księgi pamiątkowej Kvaldheim: „slabota…” Erling mówił, że przed Czechami byli Niemcy. Wywieżli po 100 kilo samych filetów…W ogóle rozmowy z norweskim gospodarzem domostwa były bardzo ciekawe gdyż jest on zapalonym wędkarzem z wielkim doświadczeniem. Musiały nam wystarczyć jego opowieści o rybach i udostępnione zdjęcia, na których prócz wielkich wątłuszy, kulbaków, zębaczy czy łososi (19.5kg) zaskoczył mnie widok … tuńczyków. Erling był wyrażnie wkurzony na nasz pogodowy niefart, tym bardziej kiedy dowiedział się ilu w Polsce jest wędkarzy i jak modne u nas stały się wyjazdy do Norwegii.

Dla wszystkich zainteresowanych chciałem podać stronę, na której można obejrzeć wiele kwater wędkarskich w Norwegii zarówno do połowów morskich jak i śródlądowych. Dowiemy się tam wszystkiego o warunkach pobytu, wyposażeniu, odległości do wszystkich instytucji, łodziach, warunkach połowów, cenach, dojeżdzie do kwatery, a także jej położeniu (mapa!) Można też zarezerwować pobyt bez żadnych pośredników bezpośrednio w norweskim biurze podróży. W wyszukiwarce wystarczy wpisać DIN-TUR.no Warto może jeszcze dodać, że aby wykorzystać wszystkie „norweskie” możliwości i okazje potrzebne są choćby podstawy języka angielskiego. Musimy też też wyposażyć się w europejską kartę leczenia EKUZ i trochę drobnych koron, bo częste są płatne odcinki autostrad.

Pomimo, że poniosłem porażkę, do Norwegii wrócę na pewno i zachęcam do tego wszystkich czytelników. Wszak ten kraj, według wszystkich rankingów jest jednym z najlepszych miejsc do życia. Nawet choćby tygodniowego!

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   

A ja miałem szczęście. Na przełomie maja i czerwca byłem na północy Norwegii, blisko Narviku w Hellnesund. Pierwszego dnia po przyjeżdzie pogoda nie napawała optymizmem. Padał śnieg na przemian z deszczem,bardzo silnie wiało. Mowy nie było o wędkowaniu. W następnych dniach wyszło słoneczko i nie schowało się do wyjazdu za horyzont ( białę noce ). Było ciepło i bez wietrznie. Łowilismy różne odmiany dorszy i czerniaki. Nie były to okazy,ale ryby kilkukilogramowe ciągnięte z dość dużych głębokości i tak wyzwalały sporo adrenaliny.Przez tydzień
złowiłem wiecej ryb, niż w Polsce za całe życie, a wędkuję od około czterdziestu lat.Mieliśmy za to inną przygodę .W jednej z wypraw brakło nam paliwa.W zasięgu wzroku nasza
łódż była jedyną. Nie mieliśmy numeru komórki gospodarza Norwega i klops!!! Zaczęliśmy przygotowania do surviwalu na bezludnym brzegu,w którego stronę znosił nas słaby wiatr i prąd wody Z opresjiwybawili nas nasi sąsiedzi ,którzy wybrali się na ryby w to samo miejsce
- Szwedzi. Poratowali nas karnistrem benzyny. Po powrocie do domu w ramach podzieki zostawiliśmy sympatycznym Szwedom pamiątkę firmy Polmos. Byli bardzo zadowoleni. Nie chcieli pieniędzy za benzynę. My nauczeni smutnym doświadczenie ,od tej popry bardzoskrupulatnie sprawdzaliśmy poziom paliwa w baku Zapisaliśmy też oczywiście numer komórki Norwega, tak na wszelki wypadek.Wrócę na pewno w to miejsce,aby zmierzyć się z mieszkańcami tych wód jeszcze raz.

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Odoo

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).