Left menu

Filtry

Humor»

Ocena: 5 Ilość ocen: 2

Męskie gadanie

Rozmawiają trzy myszy:
- ja to trutkę na szczury wciągam nosem jak narkotyk i nic mi się nie dzieje!
- a ja to ćwiczę muskuły na łapce na szczury!
przechwala się druga.
Na co trzecia mysz:
- a ja idę do domu
- po co?
pytają dwie zdumione myszy
- eee, kota muszę przelecieć...

Męskie gadanie
  • Obecnie 5 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 5/5 (2)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Hyde Park»

Na rurze

W czasie 1,5 roku pobytu....

więcej...

Wycieczki.
  • Obecnie 0 z 5.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ocena: 0/5 (0)

Dziękujemy za Twoją ocenę!

Ty już oceniałeś/aś tę stronę, oceny można dokonywać tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za ocenę!

Szukaj

Reklama

Rybie Oko/Artykuły/Z przymrużeniem oka/Ryby łopatą kopane 

Ryby łopatą kopane...

Ocena: 4 Ilość ocen: 1Ocena: 4 Ilość ocen: 1Ocena: 4 Ilość ocen: 1Ocena: 4 Ilość ocen: 1Ocena: 4 Ilość ocen: 1Ocena: 4 Ilość ocen: 1
Ocena: 4 
Ilość ocen: 1 
 Ilość wyświetleń: 4434 
Komentarzy: 1 
ID: 11071 
Węzeł: 8687 
Primum non nocere

Miałam wtedy trzynaście lat i właśnie skończyłam szóstą klasę. Wakacje jak zwykle spędzałam na wsi u dziadków. Zjeżdżała nas tam cała „miastowa ferajna”: Maciek, Anka, Wojtek, dwa Pawły, ja i mój młodszy ( a więc z założenia- upiorny) braciszek Andrzej. Całe dnie ganialiśmy po lesie i łąkach albo jeździliśmy na rowerach. Ochłodę niósł w upalne dni staw przy leśniczówce – owalne oczko o średnicy ze 20 metrów, maksymalnie głębokie na metr, gdzie pojono krowy na co dzień a w niedzielę – odbywano rodzinne pikniki i pływano na oponach. Drugi, mniejszy staw, potocznie nazywany „stawem Bankowskich” leżał sobie cichutko wśród pól, na skraju pastwiska.

...Tam w dzień zaglądaliśmy rzadko, bo było nam jakoś nie po drodze. Za to wieczorem chodziliśmy całą paczką miedzami 2 km do „prawdziwej wsi” , po świeże mleko. Każdy miał bańkę, taką co najmniej dwulitrówkę a mleko prosto z wieczornego udoju było przepyszne. Zazwyczaj wypijaliśmy na miejscu po solidnym garnuszku. Był to nieomalże nasz rytualny spacer, okraszony białą ambrozją. Najczęściej zatrzymywaliśmy się w drodze do wsi nad „stawem Bankowskich” żeby posłuchać żab, pogapić się na niebo... Lubiliśmy słuchać gwaru wieczornej krzątaniny w gospodarstwach, patrzeć na wozy zjeżdżające z pól. Takie sielskie obrazki dla wypuszczonych z betonu mieszczuchów. Wracaliśmy zazwyczaj już po ciemku, strasząc się na wzajem i opowiadając sobie niestworzone historie ( o horrorach jeszcze nikt nie słyszał). Któregoś wieczoru, ku naszemu zaskoczeniu, staw zastaliśmy całkowicie pusty. Całą wodę wypompowano na pola. Żaby smętnie kumkały nad błotnistym bajorkiem. Każdego następnego wieczora dno było coraz bardziej suche. W końcu przypominało popękaną skorupę.
* * *
Podpadliśmy strasznie babci Pawła. Już nie pamiętam, o co, ale chyba o porzeczki. Nieistotne. Istotne było tylko to, że na niedzielę przyjeżdżali rodzice i skarga babci mogła nam zepsuć cały weekend. Trzeba było ją jakoś przebłagać. Babcia kochała swój wakacyjny ogródek. Zapędziła więc chłopaków do przekopania kolejnego kawałka ugoru i przekształcenia go w grządkę. Ziemia tam była lichutka i marne szanse na wymarzone przez babcię plony. Przypomniało mi się, że na teren ogródków działkowych przywożono kiedyś ziemię z pogłębianych stawów hodowlanych. Fajnie wyglądały resztki muszelek między marchewką a faktycznie rosło wszystko nad podziw. Nooooo.... i przecież taka super- ziemia była w zasięgu ręki!!!! Babcia będzie na wieki nasza! Zebraliśmy dwa wiadra, łopaty i brygada ruszyła do szturmu na denne błotko ze stawu Bankowskich. Załadowaliśmy wiadra , napełnione siłą „męskich” ramion chłopaków a potem wywaliliśmy ziemię na skopaną rabatkę. Anka rozgarniał ją grabiami, gdy nagle wydała z siebie przeraźliwy pisk: o rany, żmija!!!!
W błocku faktycznie coś się wiło! Paweł złapał to coś i niewiele myśląc wrzucił do starej balii, pełnej wody nagrzewającej się w słońcu. O dziwo – „wąż” zaczął pływać i to wcale nie jak wąż! Dziś wiem, że był to piękny, okazały piskorz. Wtedy jednak tajemnicze stworzenie żyjące w błocie szalenie nas zaintrygowało. Obstawialiśmy nawet zakłady o „Bambino” w czekoladzie – co to jest? Rozstrzygnął wujek Marian, pokątnie wędkujący ze trzy razy na rok w porywach: orzekł bezapelacyjnie, że to ryba, piskorz zapewne. Z lekka zacukani- uwierzyliśmy. I odtąd zaczęło się istne rybie szaleństwo: zazwyczaj parami wymykaliśmy się przez kilka najbliższych dni nad staw kopać ryby. Warunek – tak się urwać, żeby koleżeńska konkurencja nie wiedziała, kiedy. Wymyślaliśmy niespodziewany wzrost aktywności dziadków i ciotek, które zlecały nam zadania natychmiastowe, kryliśmy się przed sobą... Z dumą znosiliśmy wykopane „okazy” do balii. Łącznie ze 20 sztuk! Początkowo nikt z dorosłych nie zwracał na to większej uwagi.. W niedzielę jednak bomba pękła! Mama Pawła napatoczyła się w ogrodzie na balię z zawartością i podniosłą larum! Z trudem przekonaliśmy ją, że to coś nie wyłazi z wody ( a przynajmniej z balii) na stały ląd i nie żywi się ludźmi. Zebrani towarzysko rodziciele i inni pomniejsi krewni słuchali z niedowierzaniem opowieści o rybach kopalnych. Zaprzeczyć jednak nie mogli : żywe dowody na poparcie pływały w rzeczonej balii. Wysokie gremium, w którym przeważały matki, żony i ...babcio-ciotki było jednak nieubłagane : natychmiast wypuścić, wszystko jedno gdzie. Oswojeni już z „wężami” spędziliśmy następne, urocze pół dnia wyłapując je rękami z balii do wiadra. Pogoda była nadal piękna, więc i chlapanina nikomu nie zaszkodziła. Ale gdzie je wypuścić? „Rodzony ”staw Bankowskich już nie istniał. Zostawała tylko Leśniczówka. Wprawdzie Maciek i Andrzej, jako najmłodsi, wyrazili pewne obawy, czy "piśkorze" nie zostaną zdeptane przez amatorów kąpieli, ale groźne spojrzenie ojca stłumiło w zarodku zarzewie buntu młodocianych. W asyście wujka Mariana wiadro zostało przed wieczorem zataszczone na Leśniczówkę i piskorze odzyskały wolność. Nie wiem, jak zniosły przeprowadzkę, ale.... chyba mimo wszystko uratowaliśmy im życie, lubo zupełnie nieświadomie. Staw Bankowskich w kilka dni później został zasypany i zaorany.

Dyskusje i recenzje

Schowaj teksty   
   
Moje drugie ja

No i popatrzta ludziska. Kiedyś wszędzie były ryby nawet w błocie Teraz nie do pomyślenia

Początek

 
RSS 2.0
PDF
E-mail do moderatorów Wersja drukowalna - Sklep Wędkarski ŻBIK Pomoc Błędy Księga Gości
Reklamy Krokus: Fundusze ETF na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie Fundusze ETF: ETF.COM.PL Analizy, ranking, aktualności, informacje, ryzyko, regulacje prawne, wydarzenia w Polsce i na świecie, linki, rynek giełdowy, podstawy i zasady inwestowania.

Wielki Portal Wędkarski "Rybie Oko" ma charakter otwarty (podobnie jak Wikipedia), każdy może zgłosić chęć współpracy przy jego budowie, obsłudze, zarządzaniu i zostać Moderatorem. Również każdy, kto ma ochotę stać się współtwórcą Rybiego Oka, może wybrać sobie własną grządkę do uprawiania i wspólnie z innymi czynić ją zgodną z własną wizją. Może uczestniczyć w rozwoju konkretnego istniejącego już działu wędkarskiego (np.Filmy, Fotografie, Sprzęt, Humor, Wody, Łowiska, Linki, itp.) lub też stworzyć całkiem nowy. Jeśli lubisz wędkarstwo i pragniesz zostać współtwórcą Rybiego Oka wypełnij ten Formularz listu E-mail i napisz w nim czym chcesz się zająć, i dlaczego właśnie Ty. Aktualne gremium adminów i moderatorów zadecyduje, czy zasługujesz na taką rolę, jeśli jednak masz chęci i choć nieco wiesz o wędkarstwie zapewne masz duże szanse :).